Kategorie: Wszystkie | NEWSY | Nowinki | Teamy
RSS
środa, 30 grudnia 2015
(30.12.) "Demokracja" w Formule 1 jest zagrożona!
W Formule 1 narasta spór, którego symbolem jest walka o silniki, a prawdziwą stawką - kontrola nad sportem. Po jednej stronie największe koncerny samochodowe, na czele z Mercedesem i Ferrari. Po drugiej Bernie Ecclestone, który przeciągnął na swoją stronę prezydenta FIA Jeana Todta. Jak zawsze szarą eminencję popiera team Red Bulla.





Perypetie niegdysiejszych mistrzów, którzy nie uzyskali od Renault wystarczająco dobrego układu napędowego i po zerwaniu umowy zostali odprawieni z kwitkiem przez Mercedesa, Ferrari i Hondę, zrodziły dyskusję nad stanem Formuły 1. Konkretnie - kto kontroluje królową sportów motorowych? - Jest w rękach koncernów, które zarządzają tym sportem na poziomie zarządów. Pan Zetsche (Mercedes) może porozmawiać z panem Marchionne (Ferrari) oraz panem Ghosnem (Renault) i w ten sposób kontrolują Formułę 1. W tym momencie pojawia się potrzeba wprowadzenia niezależnego producenta silników - uważa Max Mosley. Zdaniem ekspertów to właśnie były prezydent FIA wyreżyserował intrygę, która prowadzi do zwiększenia wpływów Ecclestone'a i Todta w F1.


- Potrzebujemy dobrego, niezależnego silnika - potwierdza szef Red Bulla, który od dawna jest lojalnym sprzymierzeńcem Ecclestone'a. - To przywróci równowagę całemu systemowi. Mamy problem w naszym sporcie i zapomnijmy na chwilę o Red Bullu. Podobnie jak kwestia podwójnych dyfuzorów była walką między FOTA (nieistniejące już zrzeczenie teamów F1 - przyp. red.), a FOM (główna firma kontrolująca prawa marketingowe F1 - przyp. red.), teraz to układ napędowy jest potężną bronią w rękach tych, którzy kontrolują Formułę 1 - dodaje Christian Horner. Po wprowadzeniu nowej formuły silnikowej pokonanie producentów układów napędowych przez niezależny team (jak na przykład Red Bull) stało się niemożliwe.


Brytyjczyk nawiązuje do sezonu 2009, gdy sensacyjne mistrzostwo zdobył zespół Rossa Brawna. Był to jedyny rok istnienia ekipy, którą były dyrektor techniczny Ferrari, a później szef Hondy i Mercedesa, przejął od Hondy za kwotę jednego funta. W ostatniej chwili Brawn załatwił dostawę silników Mercedesa, po czym zgarnął oba tytuły (kierowców dla Jensona Buttona). Po sezonie Anglik sprzedał team za niemal sto milionów funtów koncernowi ze Stuttgartu. Doskonale zorientowane w polityce F1 osoby są przekonane, że ten sukces Brawn zawdzięczał poparciu Ecclestone'a i Mosleya, którzy chcieli utrzeć nosa niepokornym wielkim zespołom i kontrolującym je koncernom. Jego główną bronią był tzw. "podwójny dyfuzor", wykorzystujący lukę w regulaminie przy poparciu FIA. Obecny spór o silniki to kolejna odsłona konfliktu o kontrolę nad sportem. Konfliktu, który od dekad wraca do Formuły 1 jak bumerang.

- Czy przewagę ma promotor i FIA, czy raczej koncerny? Niestety utknęliśmy w środku walki o władzę - twierdzi szef Red Bulla. - Dlatego właśnie konstrukcja silników musi być uproszczona, a różnica między najlepszym, a najgorszym układem napędowym musi być znacznie mniejsza - dodaje Horner.

Przeciwko dopuszczeniu nowego dostawcy silników protestują jednak obecni producenci, na czele z Mercedesem i Ferrari. Nie chcą mieć konkurenta, który dorówna osiągami ich konstrukcjom, wydając znacznie mniej pieniędzy i korzystając przy tym z innych, mniej restrykcyjnych przepisów technicznych. FIA ma jednak poważny argument. Impas, w jakim znalazł się w tym roku Red Bull (są przypuszczenia, że wyreżyserowany przez Mosleya i Ecclestone'a, aby zdobyć poparcie Jeana Todta i FIA) oraz horrendalne ceny silników, wynoszące około 20 milionów euro za sezon. Te sprowadzają mniejsze, niezależne ekipy na skraj bankructwa.


Producenci dostali czas do 15 stycznia, aby złożyć propozycje rozwiązania najbardziej palących problemów z dostępnością układów napędowych. Jeśli im się nie uda, a jest to bardzo prawdopodobne, FIA otworzy przetarg dla nowego, niezależnego dostawcy, co może zaognić konflikt w Formule 1. Ferrari tradycyjnie grozi odejściem z Formuły 1, wierząc, że ich nieobecność mocno zaszkodzi królowej sportów motorowych. Mniej kategorycznie, ale w podobnym tonie wyraża się Mercedes.

Kwintesencją sporu jest jednak to, jaki system rządów powinien panować w Formule 1. Od dłuższego czasu model zarządzania przypomina demokrację, w której najwięcej do powiedzenia mają najbogatsze, największe zespoły - nie tylko w kwestiach sportowych, lecz także politycznych. Korzystając z wpływów i pieniędzy, zapewniają sobie dogodne warunki do startów oraz dostęp do większych zysków (dysproporcja jest ogromna), spychając na margines średnie i małe stajnie. Biczem jest monopol na dostawę hybrydowych motorów. Symbolem "demokratycznej" władzy koncernów jest wprowadzenie nowych, "ekologicznych" i bardzo drogich układów napędowych oraz rywalizacja na oszczędność paliwa, która odstręczyła wielu wiernych fanów Formuły 1.

Tani i dobry silnik od niezależnego konstruktora ma być receptą na uzdrowienie F1 i pomoc maluczkim, lecz tak naprawdę ma przede wszystkim wzmocnić Ecclestone'a, FIA oraz Red Bulla. Ostatnie zawirowania wokół układów napędowych zapoczątkowały powrót do dawnego systemu rządzenia, gdy F1 kontrolował "dyktator" Ecclestone przy pełnym poparciu ówczesnego prezydenta FIA Maxa Mosleya. - W tym sporcie nie ma miejsca na demokrację - powtarzał od dekad Bernie, a stan, w jakim królowa sportów motorowych znajduje się obecnie potwierdza te słowa bardziej, niż kiedykolwiek przedtem.


(30.12.) Mercedes po ciemnej stronie mocy?
- Nasza dominacja szkodzi Formule 1 - przyznaje w zaskakującym przypływie szczerości szef Mercedesa. Z właściwą sobie inteligencją i poczuciem humoru Toto Wolff sięga do analogii z "Gwiezdnych Wojen". - Gdy stajesz się dominującą siłą, cierpisz ty i twoja marka. Stajesz się ciemną stroną mocy...





W minionym sezonie wygrali 16 z 19 wyścigów, w tym 12 dubletem. Zdobyli najwięcej w historii, bo aż 703 punkty w klasyfikacji konstruktorów (poprawiając własny rekord). Osiągnięcia Mercedesa zasługują na podziw, jednak na dłuższą metę rodzą irytację i zniecierpliwienie. - Dominacja sprawia, że wyścigi są nudne. Wyniki stają się przewidywalne. Ten sport potrzebuje licznych zwycięzców. Potrzebuje nietypowych rezultatów. Nieoczekiwanych triumfów. Gdy stajesz się dominującą siłą, cierpisz ty i twoja marka. Stajesz się ciemną stroną mocy - przyznaje Wolff w rozmowie z "Daily Mail".


W ciągu ostatnich pięciu lat oglądalność Formuły 1 spadła o około 30 procent. Na ten drastyczny regres złożyła się także wieloletnia dominacja Red Bulla, a następnie Mercedesa, który przez ostatnie dwa lata wygrał aż 32 z 38 Grand Prix.  - To przydarzyło się nawet Red Bullowi. Gdy przyszli do tego sportu, byli Jedi. Skakali do basenu, gdy Coulthard był trzeci w Monako. Mieli Formula Unas, czyli dziewczyny kręcące się po padoku. Mieli swój "Red Bulletin" (doskonały kolorowy magazyn, wydawany każdego dnia weekendu Grand Prix - przyp. red.). Byli kontrowersyjni. Mieli wyśmienity brand. Jednak po wygraniu mistrzostwa cztery razy z rzędu, zamienili się na nielubianą markę. Nikt nie lubi establishmentu - uważa szef Mercedesa.


- Jeśli zaczynasz się zachowywać, jak elity, jesteś skończony i ludzie nie będą cię lubili. Dlatego nasza dominacja jest zła dla Formuły 1 i dla nas, ale co możemy zrobić? Jedyne, co możesz zrobić, to pozostać skromnym. Stać twardo na ziemi, doceniać, że znalazłeś się w szczególnych okolicznościach, a przyszłość może być inna i starać się czerpać z tego radość - twierdzi Wolff. Kiedy jednak Red Bull szukał nowego dostawcy silnika, to właśnie on był jednym z największych przeciwników sprzedania byłym mistrzom najlepszego w Formule 1 motoru z logo srebrnej gwiazdy. Teraz jest jednym z głównych głosów opozycji, sprzeciwiającej się wprowadzeniu do F1 nowego silnika od niezależnego producenta, który dorównywałbym osiągami najlepszym motorom, a byłby ponad dwa razy tańszy. Pozwoliłby na wyrównanie szans i przywrócił element nieprzewidywalności.


- Żyjemy jednak w świecie, gdzie ludzie nie chcą, aby ktokolwiek dobrze sobie radził. Wygląda na to, że czujemy się lepiej widząc żałość innych. To jest złe. Jeśli cieszysz się cudzym nieszczęściem, sam też stajesz się godny pożałowania. To wraca jak bumerang - kontynuuje Austriak o polskich korzeniach, wyraźnie utrzymując się w konwencji "Gwiezdnych Wojen". - To wciąż środowisko pełne konkurencji, ale wolałbym się inspirować kimś, kto radzi sobie dobrze. Wolałbym się na nim wzorować, niż mu zazdrościć. Nawet mój największy wróg ma najlepszego przyjaciela. Dlatego chcę, aby nasza dominacja trwała, ale jeśli ma być tak dalej, musimy się zastanowić, co robić, aby nie stać się wrogiem (publicznym - przyp. red.) i jak możemy pomóc widowisku. Może powinniśmy całkowicie spuścić ze smyczy naszych kierowców? Pozwolić, aby sami wybierali strategie? To byłoby jakieś rozwiązanie - przyznał szef najlepszej ekipy Formuły 1.


(30.12.) Dwa lata od wypadku Schumachera. "Widzieć go w takiej sytuacji, to coś strasznego"!
W rocznicę tragicznego wypadku Michaela Schumachera jego fani nie usłyszą radosnej nowiny. Stan byłego siedmiokrotnego mistrza świata wciąż jest ciężki, a rodzina za wszelką cenę broni prywatności legendy Formuły 1.





Kontakt z Schumacherem jest tak ograniczony, że nawet jego były menedżer nie ma dostępu do mistrza. – Nasze rodziny znają się od 25 lat, ale Corinna (żona Schumachera – przyp. red.) nie dopuszcza mnie do niego – skarżył się Wili Weber. Niemca widział za to jego wieloletni szef w Ferrari, a obecnie prezydent FIA. – Michael wciąż walczy i musi walczyć razem z rodziną – mówi Jean Todt.


Dokładnie dwa lata temu jeden z najbardziej znanych sportowców świata, najbardziej utytułowany kierowca w historii Formuły 1, multimilioner i filantrop, a także bardzo dobry narciarz, staje w obliczu śmierci po upadku na stoku. W słoneczne popołudnie, oddając się białemu szaleństwu w gronie rodziny i przyjaciół, uderza głową w kamień ukryty pod warstwą świeżego śniegu. Nie pomaga kask, nie pomaga doskonała kondycja fizyczna. Facet, który nieraz podejmował błyskawiczne, ryzykowne decyzje przy prędkościach przekraczających 300 km/h, człowiek, który nieraz z ogromnym impetem uderzał w swojej maszynie w przeszkodę, stracił zdrowie po niepozornym upadku we francuskich Alpach.


Mistrz niemal sześć miesięcy spędził w szpitalu w Grenoble. Potem został przeniesiony do kliniki w Lozannie, aby po trzech kolejnych miesiącach znaleźć się w rodzinnym domu. Rodzina nie udziela informacji na temat stanu legendy Formuły 1. Ostatnio jego rzeczniczka prasowa dementowała wiadomości przekazane przez dziennikarzy niemieckiego magazynu „Bunte”, jakoby Niemiec stawiał już pierwsze kroki. Nie sprostowała natomiast wieści, że niegdyś najlepiej wysportowany zawodnik F1 dziś jest prawie o połowę lżejszy i gdy słyszy głosy najbliższych, w jego oczach pojawiają się łzy.


Kontakt z rodziną Schumacherów ma też były prezydent Ferrari. – Widzieć go w takiej sytuacji, to coś strasznego – mówi Luca di Montezemolo. – Podziwiam odwagę i siłę jego rodziny, Corinny i dzieci, którzy pomagają Michaelowi. W głębi serca mam nadzieję, że wkrótce usłyszę dobre wieści – mówił przed miesiącem włoski biznesmen. Niestety, te wciąż nie nadchodzą.

91 wyścigów F1 wygrał Schumacher. Drugi w tabeli rekordów Alain Prost - 51.


niedziela, 20 grudnia 2015
(20.12.) Grand Prix Włoch na Monzie uratowane!
Wyścig Formuły 1 o Grand Prix Włoch na torze Monza, którego przyszłość z powodu problemów finansowych organizatora była zagrożona, został uratowany i odbędzie się zgodnie z planem - potwierdził prezydent Automobile Club of Milan Ivan Capelli.





- Ostatnio zmienione przepisy finansowe, które wcześniej zabraniały korzystać z funduszy sponsorskich, są teraz dla nas o wiele bardziej przyjazne. Możemy uzyskać odpowiednie środki finansowe, które pozwolą bez problemów przygotować kolejny wyścig - powiedział Capelli.


Kontrakt na organizację GP na Monzie wygasa w 2016 roku. Rozmowy o jego przedłużeniu prowadzone z Bernie Ecclestone od dawna nie przynosiły efektu, gdyż nie udawało się uzyskać porozumienia finansowego. Teraz, gdy Automobile Club of Italy i Automobile Club of Milan mogą wykorzystać środki sponsorskie, umowa zostanie przedłużona.


Jedyną kwestią sporną jest okres, na jaki ma być zawarta. Trwają rozmowy o utrzymaniu GP Włoch na Monzie do 2022 roku.

W przyszłym roku wyścig o GP Włoch odbędzie się 4 września.

(20.12.) Robert Kubica szóstym kierowcą sezonu według serwisu Crash.net!
Sezon WRC 2016 wkrótce się rozpocznie (21 stycznia rajdem Monte Carlo), ale wciąż trwają podsumowania tegorocznej kampanii. W głosowaniu na najlepszego kierowcę sezonu 2015 w popularnym serwisie Crash.net Robert Kubica zajął szóste miejsce.





"Niewątpliwie jest to bardziej efekt popularności Kubicy, niż wyników, które osiągnął" - piszą redaktorzy Crash.net w podsumowaniu.


Kubica wyprzedził w plebiscycie takich kierowców jak Elfyn Evans (M-Sport), Dani Sordo (Hyundai), czy Mads Ostberg (Citroen), którzy zdobyli od niego znacznie więcej punktów w klasyfikacji generalnej WRC. Polak zapisał na swoim koncie 11 oczek, co jest nikłym dorobkiem w porównaniu do wspomnianej trójki (odpowiednio 89, 89, 116).


Kubica jeździł jednak prywatną Fiestą, a rywale dysponowali fabrycznymi, znacznie lepiej przygotowanymi autami. Na to również zwracają uwagę redaktorzy Crash.net.

"Kubica miał przebłyski znakomitej prędkości i ewidentnego talentu za kierownicą swojej Fiesty. Wygrał dziewięć odcinków specjalnych, ale miał problemy z ukończeniem całych rajdów. Albo z powodu własnych błędów, albo usterek technicznych. Przypominało to jego pierwszy pełny sezon w WRC w 2014 roku" - czytamy w serwisie.


"Trzy finisze w pierwszej dziesiątce i najlepsze, ósme miejsce w Rajdzie Polski przed własną publicznością to średni dorobek Kubicy. Myślicie, że wynik w naszym plebiscycie jest właściwy?" - pytają redaktorzy na zakończenie.

Wciąż nie wiadomo, jakie będą losy Roberta Kubicy w sezonie 2016. Według niepotwierdzonych informacji, najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest łączenie startów na torze w serii DTM, z wybranymi rundami WRC. Pierwszą ma być właśnie Rajd Monte Carlo, w którym Kubica miałby wystawić swoją prywatną Fiestę.


sobota, 12 grudnia 2015
(12.12.) Rio Haryanto otrzymał potężne wsparcie finansowe!
Wiele wskazuje na to, że w przyszłym sezonie Formuły 1 w ekipie Manora będzie ścigać się Rio Haryanto. Indonezyjski kierowca, który tuż po zakończeniu sezonu wziął udział wspólnie ze stajnią z Banbury w testach opon Pirelli, otrzymał pokaźne wsparcie finansowe od rządu swojego kraju.





Warto przypomnieć, iż w 2010 roku młody zawodnik pełnił rolę testera zespołu Virgin, czyli obecnego Manora. W ostatnim czasie, Azjata rywalizował natomiast w zmaganiach GP2. Poprzedni sezon, Haryanto zakończył na czwartym miejscu klasyfikacji generalnej tej serii odnotowując jednocześnie trzy zwycięstwa.


Najprawdopodobniej, 22-letni kierowca nie będzie już jednak występował na zapleczu Formuły 1. Jak poinformował w specjalnym liście indonezyjski minister sportu, Imam Nahrawi rząd tego kraju zdecydował się wesprzeć karierę swojego reprezentanta i zaoferować mu wsparcie w wysokości piętnastu milionów euro.

- W odniesieniu do naszych rozmów z zawodnikiem oraz jego przedstawicielami mamy przyjemność potwierdzić, iż Ministerstwo Młodzieży i Sportu Republiki Indonezji zdecydowało się zagwarantować wsparcie w wysokości piętnastu milionów euro, które umożliwi Rio Haryanto występy wspólnie z drużyną Manora w mistrzostwach świata Formuły 1 w sezonie 2016 - głosi oświadczenie.


- Płatności będę dokonywane ratalnie, a ich rezultatem będzie udostępnienie miejsca reklamowego na bolidach oraz kombinezonach kierowców, jak również działania promujące Indonezję i związane z nią podmioty - czytamy w dalszej części komunikatu.

Manor, którego przedstawiciele odmówili komentarza w tej sprawie wciąż nie ogłosił nazwisk swoich zawodników na przyszły sezon. W tegorocznej rywalizacji barwy outsidera królowej sportów motorowych reprezentowali Will Stevens, Alexander Rossi oraz Roberto Merhi.


wtorek, 08 grudnia 2015
(8.12.) Red Bull zakończył współpracę z Infiniti!
Ekipa Red Bulla potwierdziła zakończenie długoletniej współpracy z firmą Infiniti, która od sezonu 2013 była sponsorem tytularnym stajni z Milton Keynes.





Decyzja ta, to efekt nowopowstałej współpracy pomiędzy Czerwonymi Bykami i Tag Heuer. Logotyp szwajcarskiego producenta zegarków ma pojawić się na przyszłorocznych jednostkach napędowych Renault, który nadal będzie dostawcą silników dla Red Bulla, ale nie będzie prowadził z tym zespołem żadnej współpracy marketingowej, co wiązało się także z końcem kooperacji z Infiniti będącego ściśle powiązanego z Renault.


Według kilku dobrze poinformowanych źródeł, umowa Red Bulla z Infiniti obowiązująca w latach 2011-2015 opiewała na kwotę w wysokości siedemdziesięciu milionów dolarów rocznie.


- Chcemy serdecznie podziękować Infiniti za ich wkład w naszą drużynę od momentu kiedy dołączyli do nas jako partner handlowy w 2011 roku. Dwa lata później zostali sponsorem tytularnym Red Bulla i mogli cieszyć się najlepszą widocznością spośród wszystkich innych firm zaangażowanych w ten sport - powiedział szef teamu, Christian Horner.


- Życzymy im wszystkiego najlepszego w dalszej przyszłości - zakończył 42-letni Brytyjczyk.
(8.12.) Renault przejmuje zespół Lotusa!
Koncern samochodowy Renault oficjalnie potwierdził, że 16 grudnia przejmie występujący w Formule 1 Team Lotus. Francuzi zgodzili się uregulować zaległości podatkowe ekipy z bazą w Enstone, które aktualnie wynoszą 2,7 mln funtów.





Renault wraca do F1 po kilku latach przerwy. W mistrzostwach świata francuski teamu rywalizował od 1977 do 1985, a następnie od 2002 do 2011 roku. W ostatnich latach w Formule 1 Renault występował tylko jako producent silników dla ekipy Red Bull, w barwach której Niemiec Sebastian Vettel cztery razy zdobył tytuł mistrzowski.


Francuski team z ekipą z Enstone współpracował już wcześniej, w 2005 i 2006 roku zdobyli mistrzostwo świata kierowców, które wywalczył Hiszpan Fernando Alonso, i producentów.


W sezonie 2015 kierowcami Lotusa byli Francuz Romain Grosjean, 11. klasyfikacji końcowej z dorobkiem 51 pkt i Wenezuelczyk Pastor Maldonado - 14. miejsce (27 pkt). Zwyciężył Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa GP - 381 pkt.


niedziela, 06 grudnia 2015
(6.12.) Toro Rosso z silnikami Ferrari używanymi w sezonie 2015!
Zespół Toro Rosso w kolejnym sezonie Formuły 1 będzie korzystał z jednostek napędowych Ferrari. Satelicki team Red Bulla otrzyma do swojej dyspozycji silniki stajni z Maranello w tegorocznej specyfikacji.





Przez ostatnie lata drużyna z Faenzy współpracowała w tym zakresie z Renault, ale po ogromnych zawirowaniach z sezonu 2015 i problemach z konkurencyjnością francuskiego motoru zdecydowała się na wznowienie współpracy z Ferrari, która miała już miejsce w latach 2007-2013.


Ruch ten mógł zostać wykonany dzięki ostatniej decyzji Światowej Rady Sportów Motorowych, która orzekła, iż producenci mogą dostarczać silniki w zeszłorocznej specyfikacji oraz zgodziła się, aby Scuderia mogło zaopatrywać w swoje agregaty cztery zespoły.

- Ferrari i Toro Rosso doszły do porozumienia, w ramach którego ekipa z Faenzy będzie mogła użytkować tegoroczną jednostkę napędową Ferrari w przyszłym sezonie Formuły 1 - głosi oficjalne oświadczenie drużyny reprezentowanej przez Maksa Verstappena i Carlosa Sainza Jr.


Warto przypomnieć, iż Ferrari rozmawiało także w kwestii dostawy silników z Red Bullem, ale ekipa z Milton Keynes nie zgodziła się na przyjęcie zeszłorocznej specyfikacji jednostki napędowej włoskiego producenta. Tym samym, Czerwone Byki nadal będą korzystać z motorów Renault oznaczonych jednak logiem marki TAG-Heuer.


(6.12.) Red Bull wystąpi w sezonie 2016 na silnikach z oznaczeniem TAG Heuer!
Zespół Red Bulla poinformował, że w kolejnym sezonie F1 będzie nadal korzystał z silników Renault, które będą jednak oznaczone nazwą i logiem marki TAG-Heuer. Szwajcarski producent zegarków przez ostatnie trzydzieści lat związany był z ekipą McLarena.






Przez ostatnie miesiące team z Milton Keynes walczył o uzyskanie jednostek napędowych od Mercedesa, Ferrari, a nawet kompletnie niekonkurencyjnej Hondy. Ostatecznie, byli mistrzowie świata konstruktorów nie zdołali jednak porozumieć się z żadnym wspomnianym dostawcą i zostali zmuszeni renegocjować swoją dotychczasową umowę z Renault.



- Tag Heuer to jedna z ikon Formuły 1 od wielu lat i jesteśmy zadowoleni, że zdecydowali się kontynuować współpracę z tym sportem właśnie poprzez połączenie sił z nami. Nasze wspólne wartości, innowacje oraz chęć wyróżnienia się w tłumie powoduje, że nasze partnerstwo zapowiada się jako jedno z najbardziej ekscytujących w F1 - powiedział Christian Horner.


- Cieszymy się również, że Renault potwierdziło swoje długoterminowe zaangażowanie w królową sportów motorowych. Chciałbym podziękować im za wkład włożony w nasz zespół od 2007 roku. Ich współpraca techniczna z firmą Ilmor dodaje nam pewności siebie i ogromnie wyczekujemy już 2016 roku - podkreślił szef Red Bulla.


Przyszłoroczny samochód stajni z Milton Keynes będzie występował pod nazwą Red Bull Racing-Tag Heuer RB12. Warto przypomnieć, że dla producenta zegarków będzie to powrót do reklam za sprawą jednostek napędowych. W latach 1983-1987 szwajcarzy promowali się w ten sam sposób podczas współpracy z McLarenem, kiedy to ich logo znajdowało się na motorach Porsche.
 
1 , 2